Długodystansowa fizjoterapia

Ten wpis dostępny jest również na naszym podcaście

Możesz go również odsłuchać bezpośrednio za pomocą poniższego odtwarzacza:

Czytając ten wpis pamiętaj, że jestem sportowcem - amatorem (to znaczy, że zarabiam inaczej) i, że zawsze jak cokolwiek jest z tobą nie tak to nie szukaj pomocy w internetach ale u specjalisty.

Nie znam osoby, która startuje w zawodach długodystansowych, a która nie doznałaby jakiejś kontuzji (kolano biegacza, pasmo biodrowo - piszczelowe, problemy z barkami w pływaniu, bóle odcinka lędźwiowego po wielogodzinnej jeździe na rowerze i cała masa innych). Nie jest to dziwne - hasło "sport to zdrowie" nie za bardzo nas dotyczy, gdyż kończy się na rekreacyjnym joggingu w akompaniamencie weekendowej wycieczki w góry czy przejażdżki rowerowej.

Fizjoterapia długodystansowa

Ci natomiast, którzy tyrają swój organizm codziennymi treningami po prostu przeciążają go a odpowiedzią jest często kontuzja (choć zazwyczaj poprzedzona wieloma sygnałami, które jednak bardzo łatwo zignorować, prawda?)

Z czego wynikają problemy?

Na początek ciekawostka - pewna znajoma fizjoterapautka opowiedziała mi kiedyś, że spora część poważnych kontuzji nie bierze się z wypadków na zawodach a samych treningach czy wręcz w życiu codziennym. Powód? Najpewniej zmęczenie, dekoncentracja i rutyna.

Przykład pierwszy - przypomnijmy sobie historię Kíliana Jorneta, który to dzień po pokonaniu na zawodach swojego ówczesnego, największego rywala Agustiego Roci złamał rzepkę w kolanie i kości śródręcza podczas.. powrotu z nauki jazdy skacząc między krawężnikami (historia opisana w Biec albo umrzeć)

No i jeszcze drugi przykład z mojego własnego podwórka. Tydzień po Norsemanie złamałem nogę w udzie w trakcie wycieczki rowerowej - na trasie, którą znam na pamięć i pokonywałem na wiele sposobów o każdej porze dnia czy roku. Była to.. powolna wycieczka rodzinna.

Fizjoterapia długodystansowa

Kolejne źródło kontuzji to bardzo często przemęczenie, przetrenowanie i ogólne zmęczenie materiału. Wiele osób wpadło w uprawianiu sportu w rutynę, przez co nie zauważają, jak bardzo ich organizmy są wyczerpane. Przetyrany organizm bardzo szybko przybiera złą postawę (np. garbienie w biegu czy zaokrąglone plecy na kolarzówce), co na dłuższą metę kończy się poważnymi dolegliwościami - szczególnie w sportach, gdzie sporo jest powtarzalności (te same ruchy na wielokilometrowej trasie, ergo ciągłe obciążanie tych samych partii).

Przyczyną kontuzji często jest też zła technika, która jest powodowana złym przygotowaniem lub wręcz niewiedzą. Bardzo częstym przykładem tego są biegi na długim dystansie, gdzie bariera wejścia jest bardzo niska (wystarczy założyć buty i zacząć biegać regularnie by po kilku miesiącach próbować sił na trasach 10/20km+ - mocno zależne od osoby). Jeśli w tym scenariuszu nie zwrócimy uwagi na technikę biegu (nie koślaw nóg, trzymaj napięty brzuch i plecy aby utrzymać pionową postawę, staraj się biec raczej z wyższą niż niższą kadencją aby nie przeciężać stawów, itd - sporo jest tutaj rzeczy do zapamiętania i nauczenia) to po dłuższym czasie kontuzja sama nas znajdzie. Jednak technika potrzebuje wsparcia - treningu tych partii, które odpowiadają za prawidłową postawę a nie napędzanie (czyli ogólnie mięśnie stabilizujące naszą postawę).

Tu jeszcze dodatek od mojej fizjo: często zaczynamy sporty ze zbyt dużą dysproporcją mięśniową. Czyli w praktyce np. chcemy biegać i ćwiczymy głównie dolne partie mięśni podczas gdy ręce i np. mięśnie stabilizujące postawę pozostawiamy same sobie (licząc np, że sporadyczne chodzenie na basen i pływanie ruską żabką to wystarczający trening wspomnianych części). Nic bardziej mylnego.

Nie bądź głupi, idź do fizjo

Słyszałem o przypadku, gdzie pacjent pojawił się u fizjo z nogą, która nie powinna już w ogóle działać i pytaniem czy może mu ją naprawić przed weekendem BO ZAWODY A PRZECIEŻ ZAPŁACIŁ JUŻ ZA NIE 120 CEBULIONÓW. Cóż - 120pln to dość niska cena jeśli chodzi o zapewnienie sobie zdrowia, więc ja bym odpuścił taki start, ale... zacznijmy od tego, że ja bym nie doprowadził się do takiego stanu w taki sposób - znam inne, równie durne ;)

Uprawiając sporty długodystansowe do fizjoterapeuty powinniśmy chodzić jak do dentysty - regularnie.

Powodów ku temu jest wiele. Pierwsza wizyta dobrze aby była ogólnym sprawdzeniem twojej fizjologii pod kątem funkcjonalnym w sporcie, który uprawiasz. Dzięki temu fizjoterapeuta będzie w stanie ci powiedzieć nad czym trzeba pracować (biegasz a masz słabe plecy, pływasz a mięśnie brzucha nie dają wsparcia, koślawisz nogi dzięki czemu jesteś podatny na wiele kontuzji; itd).

Fizjoterapia długodystansowa

Kolejnym powodem regularnych wizyt u fizjo jest fakt, że nasze organizmy ciągle się rozwijają i nabywamy różnych nowych schorzeń czy dysfunkcji. Wiele z nich można zlikwidować zanim jeszcze będą faktycznym problemem. Np. biegając regularnie po górach bardzo obciążamy kręgosłup (jeszcze jeśli ten plecak...) - dobry fizjo wychwyci w mig, iż zaczynamy mieć początki kręgozmyku i zaraz coś zapisze (nie tabletkę a ćwiczenia i doradzi jak skorygować postawę).

A jeśli już w ogóle chcemy na starość kończyć maratony czy triathlony to taka wieloletnia znajomość z fizjo to wręcz sprawa konieczna. Abstrahując od uprawiania sportu to nasze codzienne zajęcia (praca biurowa, fizyczna itd) mogą mieć bardzo negatywny wpływ na naszą fizjologię - np. przesiadywanie za biurkiem czy kierownicą to wręcz choroby cywilizacyjne powodujące groźne zmiany zwyrodnieniowe szczególnie w okolicy kręgosłupa. Jeśli w wieku 25 - 35 lat się za nie zabierzemy to potem może być już za późno (choć zawsze warto próbować!).

No dobra - ale do jakiego fizjo?

Wybór fizjoterapeuty nie jest prosty, bo jest ich wielu i każdy ma na ścianie jakieś dyplomy. Na szczęście w miarę łatwo można wykreślić tych, którzy nam się nie przydadzą.

Fizjoterapia długodystansowa

Szukamy fizjoterapeuty sportowego - takiego, który zrozumie czym się zajmujemy, na proste kontuzje nie zapisze zaprzestania biegania i będzie w stanie w głowie ułożyć wieloletni plan dla twojego rozwoju pod kątem wybranego sportu z korektą na wykonywany zawód i różne dysfunkcje.

Brzmi prosto? W sumie to takie jest, z tym drobnym ale, że takich ludzi jest niestety niewielu. Podam wam kilka kryteriów:

  1. Super aby fizjo opiekował się jakimiś sportowcami. Im bardziej znani tym lepiej. Dzięki temu masz pewność, że zna się na rzeczy (czyli na pracy ze sportowcami; z całym szacunkiem dla rehabilitantów, których praca jest mega trudna ale nie zawsze zgodna z rozwojem sportowym)
  2. Bardzo dobrym wyznacznikiem tego czy fizjo jest sportowo ogarnięty jest fakt, czy prowadzi zajęcia z treningu funkcjonalnego dla sportowców. To by oznaczało, że poza pomocą dorażną potrafi też zasugerować rozwój fizjologiczny pod kątem naszego sportu.
  3. Dobry fizjoterapeuta to taki, który nie tylko potrafi zadać ból ale przede wszystkim wiedzieć kiedy tego nie robić i potrafi to wyjaśnić. Ugniatanie mięśni nie zawsze jest rozwiązaniem problemu - czasem wręcz szkodzi. Spotkałem się z opinią, że "dobry fizjo to taki, od którego jak się wyjdzie to wszystko boli tak głęboko potrafi wjechać łokciem". Cóż - ja jednak wolę oceniać za pomocą innych kryteriów. Przede wszystkim trzeba odróżnić masażystę od fizjoterapeuty. Ci pierwsi mają mega ciężką pracę, ale jednak poświęcając się na codzień głównie masażom ciężko będzie im zdiagnozować dość specyficzną kontuzję sportową. W praktyce dobrze aby fizjo opowiadał w szczegołach co ci dolega, skąd się bierze i jaki to a wpływ na twoją ruchomość.
  4. Ogarnięty fizjo pokaże ci jak się rolować i rozciągać. I będzie to regularnie weryfikował. Kropka.
  5. Jeśli ma USG to już w ogóle rewelacja. Dzięki temu w dość krótkim czasie bardzo precyzyjnie można zobaczyć co jest nie tak - bez zgadywania. Jednak pamiętaj, że USG jest nadal rzadko spotykane w gabinetach, więc to raczej takie "fajnie mieć".

Fizjoterapia długodystansowa

To jak z tą fizjoterapią długodystansową?

W pigułce to jest tak: chodź regularnie do fizjo - jeśli nic się nie dzieje to widuj się z nim na treningach funkcjonalnych raz w tygodniu. W trakcie takich spotkań będziesz mógł trochę ponarzekać na bolące stawy a on(a) szybko oceni czy marudzisz czy faktycznie trzeba na stół.

Ja do tego lubię minimum raz w miesiącu i tak się umówić na wizytę po to aby porozmawiać i dokonać oceny czy coś nowego się nie pojawiło (szczególnie, że mam tendencję do lekceważenia drobnych rzeczy). Częstotliwość tych wizyt jest zależna od pory roku - im bliżej sezonu tym tego więcej, bo i czasu spędzonego na treningach czy zawodach przybywa i rośnie ryzyko kontuzji.

Fizjoterapia długodystansowa

Coś jeszcze?

Takie dwie proste sprawy, które wydają się oczywiste, jednak często na prawdę je lekceważymy:

  1. Oszczędź czas i nerwy twojego fizjo i swoje zdrowie i uczciwie wykonuj zalecone ćwiczenia w domu oraz roluj się i rozciągaj regularnie.
  2. Pamiętaj, ze kondycja i siła to jedno, a utrzymanie postawy to druga sprawa, równie ważna.

Maciek, a możesz kogoś polecić?

Tak i nie. Znam kilku fizjo, ale korzystałem tylko w Krakowie. Jeśli chodzi o fizjoterapię sportową to zdecydowanie http://www.fizjotrener.com - zarówno opiekuje się wieloma znanymi sportowcami jak i prowadzi zajęcia, jeździ na zgrupowania, prowadzi prelekcje i jest sroga (a w zasadzie to są dwie: Ala i Kinga). Bardzo szczerze polecam - widujemy się już kolejny sezon i dzięki ich doświadczeniu oraz wiedzy mogłem osiągnąć tyle ile mi się do tej pory udało unikając kontuzji w tym czasie (poza tymi, które powodowałem sam nie stosując się do zaleceń :D)

W Bielsku słyszałem bardzo dobre słowa o Ortomedzie a w Olsztynie MKON kogoś polecał